04. 11. 2016

Dzielenie się jest fajne. Chyba każdy rodzic pęka z dumy, jak dziecko chętnie dzieli się zabawkami. Dobrze wychowane, żaden mały egoista. Z wiekiem paradoksalnie to dzielenie się jakoś coraz trudniej nam przychodzi. No chyba, że na tym można zarobić...


Ekonomia współdzielenia (ang. sharing economy) – bo o niej tutaj mowa – ukazuje zupełnie nowe oblicze dzielenia się. Na czym polega? Osoba, która coś ma chętnie się tym czymś podzieli z tym, kto czegoś takiego nie ma, ale potrzebuje. Udostępnienie jest płatne i tymczasowe, na z góry ustalonych warunkach. Komunikacja przebiega w internecie, za pomoca specjalnie dedykowanych platform. W ten prosty sposób ‘mieć’ i ‘potrzebować’ łączy się w jedno, z korzyścią dla wszystkich.

 

Co może zostać w taki sposób udostępnione? 

Całe mieszkanie lub pokój, samochód, łódź czy nawet kamper. Pojęcie sharing economy oznacza jednak więcej – w to wchodzi również redystrybujca przedmiotów, których już nie używamy (wymiana na inny, bądź sprzedaż) jak np. książki czy ubrania, crowdfunding czy współdzielenie umiejętnosci.

 

Co sharing economy ma wspólnego z CSR?

W skrócie – oszczędność i racjonalna konsumpcja. Oszczędzamy pieniądze – zabierając kogoś w podróż autem, dzielimy koszty transportu. Jest taniej i przyjemniej. Nawiązujemy relacje społeczne. Dodatkowo ograniczamy ilość aut na drodze, a tym samym obniżamy poziom zanieczyszczenia i hałasu. Wynajmując mieszkanie lub pokój od osoby prywatnej – zużywamy mniej energii niż nocując w hotelu. Odkupując rzeczy z drugiej ręki – oszczędzamy pieniądze, bo kupujemy taniej. Przyczyniamy się do redukcji odpadów. Zamiast wyrzucić nieużywana kurtkę, można ją puścić w obieg – komuś na pewno się spodoba.

 

Obustrustronna korzyść takich transakcji to ich największą zaletą. Finansowo wszyscy na tym korzystają. Dodatkowo, w wielu przypadkach mamy do czynienia z realną korzyścią środowiskową – mniejsze zużycie zasobów, recykling przedmiotów, ograniczenie odpadów. No i jeszcze jedno – korzyści społeczne. Jazda autem z nieznajomą osoba wymaga odwagi i zaufania z dwóch stron. Transakcje kupna-sprzedaży również bazują na zaufaniu i transparentności. Rzeczy z drugiej ręki często posiadają ślady użytkowania, mogą być uszkodzone lub posiadać jakieś wady. Dopóki będą  one jasno komunikowane i ich świadomość po obydu stronach będzie taka sama, poziom zaufania społecznego bedzie rósł.

 

Zagrożenia?

Też są. Dynamiczny rozwój firm bazujących na trendzie współdzielenia staje się realną konkurencją dla tradycyjnego biznesu. Coraz częśniej podnoszona jest kwestia warunków pracy, ubezpiecznia czy systemu kontroli jakości oferowanych produktów i usług. Coraz wyraźniej dostrzegany jest również brak jednoznacznych regulacji prawnych dotyczących firm z sektora sharing economy. Wszystko jest dobrze jeśli nie ma problemów, ale w sytuacjach groźnych jak np. wypadek samochodu, którym jedziesz, włamanie do mieszkania, które wynajmujesz itd. konieczne jest zabezpieczenie interesu dwóch stron.

Pomysłowe przedsięwzięcia oparte na nowoczesnych technologiach zmieniają i jeszcze długo będą zmieniać tradycyjne oblicze biznesu. Wszystko w imię lepszych usług za niższą cenę.

Jednak żadna z tych firm nie może istnieć w prawnej próżni, istnieć w jakimś regulacyjnym niebycie. Wyzwanie jest spore. Bo ważne jest, aby nie zabić nowoczesnej spontaniczności i kreatywności standardową biurokracją i przepisami. Jednak wyzwanie to warto podjąć. Bo skuteczne jego rozwiązanie będzie korzyścią dla nas wszystkich. I może to dzielenie znowu łatwiej nam zacznie przychodzić...