08. 03. 2016

Pamiętam jakie to zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Facet, koło 30tki, elegancki, w dobrze skrojonym garniturze, ze skórzaną aktówką przymocowaną do bagażnika jedzie rowerem w centrum miasta. Było po 8:00, więc zakładam, że jechał do pracy. Po chwili zauważyłem, że nie był to jednostkowy przypadek. Był i drugi i trzeci, piąty i dziesiąty. Kobiety również. W eleganckich kostiumach, buty na obcasie, ładna fryzura i torebka w koszyku na kierownicy. Dziwny widok.


Ten widok ze Sztokholmu zakotwiczył się w mojej głowie na długo. Niby dzieli nas tylko Bałtyk, a jednak czasami mam wrażenie, że jest to o wiele większa odległość, także mentalna. Prawdę powiedziawszy, wciąż niezbyt powszechnym obrazkiem jest dyrektor, prezes czy członkini zarządu jadąca w szpilkach do pracy rowerem…

A może widzę inaczej? Może tak tylko mi się wydaje, że jest to z jakiegoś powodu u nas nierealne. „Rowerem do pracy? W garniturze?!!! Przestań.” Taki komentarz uzyskałem od znajomych, kiedy zapytałem ich co o tym sądzą. Czyli jednak innym też to się nie mieści w głowie. Hmmm… pytanie dlaczego. Czym różni się nasze, polskie podejście od tego skandynawskiego? Dlaczego w Szwecji czy Danii to jest całkowicie normalne, a u nas nie?

IMG 2718Auto w wielu kręgach jest wyznacznikiem statusu człowieka. Najnowsze GLK stoi w garażu nie po to, żeby tylko tam stać. Poza tym, jak zabiera się komputer, stertę dokumentów i pozostałe pół biura ze sobą do domu (no bo 8 godzin w pracy nie wystarczy, żeby wygrzebać się z papierów), to raczej nie schowa sie tego wszystkiego do jednej aktówki. A nikt przecież nie chce wyglądać jak załadowany rowerzysta rodem z krajów azjatyckich. Po pracy jeszcze trzeba przecież zrobić zakupy, odebrać dzieci z przedszkola albo pojechać do krawcowej. I co? To wszystko na rowerze?

No i tak się zastawiam, czy ten tok myślenia jest słuszny, czy nie. Czy taki przeciętny Szwed jadący codziennie na tym rowerze do pracy nie musi zrobić zakupów? Ten co ma dzieci, nie musi ich odebrać z przedszkola? Wydaje mi się, że codzienność i obowiązki znacząco nie odbiegają od tych naszych, polskich. Jego nowe Volvo stoi w garażu i jest pewnie wykorzystywane głównie na weekendowe wycieczki za miasto. A i pogoda pewnie na północy jest częstszo gorsza niż u nas…

Ok, infrastruktura miejska na pewno przemawia na korzyść Skandynawów. Ich ścieżki rowerowe są ze sobą powiązane jak spaghetti na talerzu, a nasza (coraz lepsza skądinąd infrastruktura) póki co, przypomina porwany komunikat, coś w stylu języka Morse’a. Druga rzecz to mentalność. Tam rowerem jeździ się wszędzie i zawsze. Od małego. To jest synonim dbania o zdrowie, środowisko, swój czas i pieniądze.

Patrząc na to z takiej perspektywy, to jesteśmy niesamowicie rozrzutni… Pieniądze wolimy dodatkowo wydać na karnet na spinning, a cenny czas, którego nam i tak zawsze mało, wolimy spędzić w korkach. A środowisko?

Zaryzykuję stwierdzenie, że cały czas jedynie garstka osób myśli o ekologii planując swoją codzienną podróż do pracy

Z drugiej strony takie to jest teraz modne się ruszać. Polska to nie kraj leniwców. Polska biega. No może nie cała, ale masowo bierzemy udział w maratonach i triatlonach. Sprzedaż rowerów w ostatnim czasie rośnie… Czyli ewidentnie bycie w formie jest na czasie. Inwestujemy w siebie. Jednak łączenie dojazdu do pracy z aktywnością fizyczną ewidentnie nie idzie u nas w parze. Są firmy, które w ramach polityki społecznej zachęcają swoich pracowników do zamiany auta na rower. Ba! Są takie, które zakup roweru współfinansują albo nawet rower dają całkiem za darmo. Może to jest dobry pomysł. Może skoro my sami nie chcemy, to firma powinna nas stymulować i zachęcać. Zdrowy, zadowolony pracownik (jazda na rowerze wyzwala endorfiny), to wydajny pracownik. Mniej samochodów w mieście, to mniejsze korki i mniejsze zanieczyszczenie. Same pozytywy… poza jednym. Spocony kolega przy biurku obok.