08. 03. 2016

Długopisem na dłoni, na linijce, na ławce, na małej karteczce trzymanej w kieszeni czy schowane w kalkulatorze czy piórniku... Brzmi znajomo? Ściągi. Ratunek zdesperowanych uczniów i studentów, zmora nauczycieli i całego systemu szkolnictwa. Nawyk ściągania nie jest charakterystyczny dla obecnego pokolenia, dzieje się tak od dawna, trwa nadal i wszystko wskazuje na to, że sytuacja jeszcze długo nie ulegnie zmianie.

 


 

Co to jest ściąganie

Według definicji ściąganie to "przypadek oszustwa dokonany podczas egzaminów lub testów przez osobę egzaminowaną, polegający na zastosowaniu w ich trakcie niedozwolonej pomocy naukowej". Proceder przybiera przeróżne formy - wszystko zależy od pomysłowości ucznia czy studenta. W przypadku, gdy student nie jest już nawet pomysłowy, to z pomocą przyjdzie Internet, gdzie bez problemu można zaleźć filmiki i porady, jak ściągać skutecznie. Kiedyś były to maczkiem zapisane małe karteczki, dziś wykorzystywane są nawet urządzenia mobilne. Można ściągać z czegoś lub od kogoś. W ten sposób nawet jak ktoś nie posiada wymaganej wiedzy i tak jest w stanie zdobyć pozytywna ocenę. Sprawiedliwe? Nie sądzę.

Geneza?

Fakt faktem, ściąganie jest społecznie akceptowalne. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Osobiście uważam, że jest to pokłosie naszej trudnej historii. W trakcie wojny i w czasach powojennych jak ktoś potrafił zakombinować, oszukać wroga (kimkolwiek on by nie był) to był bohaterem. Walka z systemem wiązała się bowiem niejednokrotnie z odwagą i pomysłowością. Tamtejsze kombinowanie było zaletą, nie wadą. I mam wrażenie, że cały czas ten nawyk przechytrzania i obchodzenia regulaminów i prawa jest głęboko w nas zakorzeniony; oczywiście w jednych mniej, w innych bardziej. Pomimo innej rzeczywistości polityczno-ekonomicznej... pomimo większej wolności obyczajowo-społecznej... W końcu nie bez przyczyny mówi się, że "Polak potrafi". Tylko, że teraz nie trzeba już przeciwstawiać się władzy komunistycznej. Teraz można walczyć z kim się chce i o co się chce.

Skoro postępują tak osoby dorosłe, to nie dziwi fakt, że podobny mechanizm obserwujemy w szkole i na uczelniach. Jest to prawdziwa plaga polskiego systemu edukacyjnego. Oficjalnie ściąganie nie jest przestępstwem, jest to "jedynie" oszustwo, złamanie regulaminu szkoły.

Trudne pytania

Jak wytłumaczyć dzieciom, że ściąganie jest złe? Dzieciom - bo jeśli nie zrobimy tego odpowiednio wcześnie, to potem jest już za późno. Jak pokazać, że lepiej jest się uczyć niż ściągać? Że oceny ze sprawdzianu to jedno, a to, co w głowie to drugie?

Jak wytłumaczyć dziecku, że lepiej jest dostać słabą ocenę, która odwzorowuje faktyczny stan wiedzy, niż lepszą dzięki ściąganiu?

Kto to ma zrobić: nauczyciele czy rodzice? Pytań jest dużo, a jednoznacznych odpowiedzi jak na lekarstwo.

little-boy-1327190 1280

Oceny to nie wszystko

Masz zapalenie wyrostka robaczkowego, idziesz do lekarza. Co jeśli pani lub pan doktor, która w trakcie studiów ściągali na egzaminie i nie do końca wiedzą jak postąpić w tej sytuacji? Co jeśli mechanik samochodowy oszukiwał na egzaminie praktycznym i w nieprawidłowy sposób naprawia hamulce w Twoim samochodzie? A co w przypadku, gdy inżynier bądź architekt błędnie zaprojektuje budynek w którym mieszkasz, ponieważ nie uczył się na studiach, a uprawnienia do wykonywania zawodu zdobył dzięki ściąganiu? Skrajne przypadki. Zgadzam się, ale możliwe, prawda? W szkole czy na uczelni stopnie są miarą zdobytej wiedzy. Czy jest to sprawiedliwy system oceny - pewnie nie. Nie mniej jednak poza murami uczelni ważne jest to, co pozostało w głowie. Pracodawca czy zleceniodawca oczekuje solidnej wiedzy i umiejętności. Fuszerki i chałtury mają bardzo krótkie nogi.

Próba walki z rzeczywistością

W czerwcu 2015 roku na łamach jednej z gazet pojawił się artykuł o studencie, który w trakcie egzaminu zgłosić prowadzącemu, że koleżanka ściąga. Dziewczyna przyznała się do oszustwa i oblała egzamin. Chłopak został społecznie napiętnowany. W Internecie pojawiły się obraźliwe wpisy pod jego adresem, że to "konfident, kapusta, frajer". Wydanie sprawiedliwego osądu jest trudne. Chłopak wykazał się obywatelską odwagą. Poczucie sprawiedliwości nie pozwoliło mu odwrócić wzroku i zlekceważyć zachowania koleżanki z grupy. Jednak nawet dobre intencje wydają się słabą argumentacją w sytuacji, gdy chcemy walczyć z czymś co jest społecznie akceptowalne. Jednostka przeciwko grupie.

Ewidentny przykład sytuacji, w której idealistyczna głowa wali w obyczajowo skrzywiony mur